Początki sułkowickiego kowalstwa nikną w mrokach przeszłości, ale nie wiadomo dokładnie kiedy pojawili się na tym terenie kowale.
Pierwsza wzmianka o dwóch kowalach pochodzi dopiero z 1646 roku, ale wiadomo, że w 1781 było ich już 58. Skąd ten fach znalazł się na tej ziemi, także nie jest do końca pewne. Przyjmuje się najczęściej, że miejscowa ludność przejęła go od wędrujących Cyganów węgierskich, których część zamieszkała nawet w południowo-wschodniej części wsi, od czego cały przysiółek otrzymał nazwę Węgry.
Atrapa starej kuźni (Izba Tradycji)
Jak duże znaczenie miało kowalstwo dla sułkowiczan, i jak bardzo było rozpowszechnione, oddają celnie często przytaczane słowa Marii Steczkowskiej, korespondentki "Warszawskiego Tygodnika Ilustrowanego", która w roku 1869 właśnie przez Sułkowice udawała się na Babią Górę:
"(...) Wieś Sułkowice, zamieszkała jest przez samych prawie kowali, robiących gwoździe. W kuźniach buchających dymem i iskrami uwijają się okopceni robotnicy, zaś huk i łoskot nadaje tej osadzie jakieś podobieństwo do cygańskiego koczowiska (...)".
Dawne narzędzia kowalskie (Izba Tradycji)
Oczywiście obecnie kowalstwo zmieniło swoje oblicze, znikają stopniowo z krajobrazu ostanie drewniane kuźnie, które zastępowane są przez nowoczesne zakłady rzemieślnicze. Gdzieniegdzie można jeszcze jednak spotkać stojące drewniane budynki kuźni, będące świadkami mijającej powoli epoki tradycyjnego sułkowickiego kowalstwa. Najwięcej ich zachowało się wśród zabudowań i zagród na ul. Kowalskiej, ul. Na Węgry, czy ul. Partyzantów, ale i w innych rejonach Sułkowic jak i sąsiednich wsi znajdują się często pamiętające jeszcze okres zaborów samotnie stojące kuźnie.